Часть 7
6 мая 2022 г., 22:10
1
Sen czy jawa...
W -wielkiej fabryce tytoniu potentata finan-sowego, Konstantego Wyrwicza, dnia tego nie po-gasły światła o zwykłej porze. Przeciwnie, mimo późnej godziny wszystkie okna olbrzymiego gmachu jarzyły się pełnym blaskiem, śląc snopy światła w ciemną noc letnią.
Nic w tem jednak nie było dziwnego, jeśli się wiedziało, że dziś właśnie wypadała pięćdziesiąta rocznica założenia fabryki i że na cześć tego zda-rzenia zaprosił pan Wyrwicz wszystkich bez wyjątku pracowników na ucztę do gmachu fabryczna go.
Za jego rozkazem zmieniono największą salę sortewni w prawdziwy apartament balowy. Stosy tytoniu i długie lawy, na których zwykle siedziały robotnice, zniknęły jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, zaś na ich miejsce zjawi ty się zwieszające z sufitu girlandy zieleni, kolorowe wstęgi i barwy narodowe. Wymieciona czysto podłoga stanowiła wspaniały teren dla młodych tancerzy i tancerek, którzy licznie zgromadzeni oczekiwali z niecierpliwością rozpoczęcia balu.
Na końcach sali znajdowały się dwa niewielkie wzniesienia.
Na jednej z nich umieszczono orkiestrę, zaś na drugiej królował szef we własnej osobie, w otoczeniu najbliższej rodziny.
W tą też stronę zwrócone były wszystkie spojrzenia zebranych. Ciekawość ogólna jednak nie tyczyła się tyle pana Wyrwicza, ile jego do-rodnego syna Czesława, który dopiero przed kilku dniami przyjechał ż Brazylji, by przyjść z pomocą ojcu w prowadzeniu fabryki.
On to właśnie przez zaproszenie jednej z obecnych niewiast do tańca, miał dać znak rozpoczęcia balu.
Na twarzach zebranych urzędniczek i robotnic malowało się napięcie oczekiwania. Kogo wy- bierze uroczy ten młodzian? Która odznaczoną zo-stanie jego względami? Z zapartym oddechem śledziło setki oczu wysoką sylwetką młodego Wyrwicza. który właśnie opuścił trybunę i przeszedłszy niemal salę, zatrzymał się przed grupą młodych robotnic z pakowni.
I w chwilę potem szczęśliwa wybranka kołysala się w takt upojnego walca w jego potężnych ramionach. I
Syk zazdrości wyrwał się z wielu ust kobiecych.
— Hm... że też właśnie ta Korzycka wpadła mu w oko! — szeptały robotnice między sobą. — Mało to i tak zadziera nosa, jak jaka hrabina! Przybłęda jest niewiadomo skąd, a tak się stawia, jakby co lepszego była.
Zosia Korzycka nie słyszała tych złośliwych uwag. I nie słyszałaby ich napewno i wówczas, gdyby je głośno tuż kolo niej mówiono. Głuchą była bowiem teraz i ślepą na wszystko co się wokoło niej działo.
Silne ramiona młodzieńcze otaczały jej smukłe ciało, a szare jego oczy zatapiały się w jej szafirowych źrenicach z wyrazem tak niekłamanego zachwytu, iż młodej dziewczynie aż dech zapierało w piersiach.
Już od pierwszej chwili, gdy Czesław zjawił się na sali, nie mogła oczu oderwać od szlachetnej jego postaci. Zdało jej się, iż oto jakiś miody Bóg zstąpi! z nadziemskich wyżyn, i nawet w najśmielszych marzeniach nie śmiała myśleć o tern, by znałeś© sę w takiej przy nim bliskości.
Również i Czesław w pierwszej chwili już spostrzegł uroczą postać dziewczęcia, tak innego •d reszty robotnic. Jej smukła postać, delikatna cera i jakby rzeźbione rysy świadczyły, iż nie mogła pochodzić z niskich sfer, zaś w błękitnych oczach malowało się tyle słodyczy i skromności, że każdy nie zaślepiony zazdrością musial poczuć sympatję dla tej uroczej dzieweczki.
Nic dziwnego też, że z pośród setek zebranych ją właśnie wybrał Wyrwicz do pierwszego walca.
— Hm... hm... znamy się na tern! — szeptały tymczasem zazdrosne. — Młodzi panowie lubią dła odmiany poigrać nawet i z robotnicą. Jak która taka ładna, jak ta Korzycka, to dlaczego ma się nie nadać i na pańską kochanicę!
— Ho, ho! Nie jeden raz się już to zdarzyło — dodawały inne. — Przecież i ruda Nastka miała szczęście u jaśnie panicza. Ale jak pan Feliks zobaczył, że dziewczyna w niedoli; to ją puścił kantem i tyle go widziała!
— Ale mówią że pan Czesław lepszy od brata Feliksa —> wtrąciła któraś z młodszych.
— Ach! Wart pac pałaca i pałac paca! — roześmiała się inna.
Tymczasem ucichły dźwięki walca, i Wyrwicz odprowadził zarumienioną od tańca i wzruszenia Zosię na miejsce.
Jednocześnie otwarły się drzwi do sąsiedniej sali, gdzie suto zastawione stoły oczekiwały zebranych. Na znak dany przez sędziwego pana domu, goście zajęli miejsca — poczem po wysłuchaniu uroczystej mowy dyrektora fabryki, zabrano się do jedzenia.
Stary Wyrwicz dnia tego nie żałował kosztów, to też jadła i napojów było pod dostatkiem. Nic tedy dziwnego że w miarę jak opróżniano półmiski i szklanice, nastrój stawał się swobodniejszy i weselszy. A gdy wreszcie po skończonej uczcie zabrzmiała ponownie muzyka taneczna, liczne pary zawirowały na posadzce.
Zosia Korzycka tańczyła bez przerwy, gdyż żaden z obecnych młodych łudzi nie chciał zrezygnować z jednego przynajmnej tańca, z tak uroczą istotą.
Z chwilą jednak gdy miody Wyrwicz po raz drugi złiżył się do niej, ustąpiono mu bez szemrania piękną tancerkę.